Mrągowo

(woj. warmińsko-mazurskie, pow. mrągowski)

Mrągowo - herb

Po zwiedzeniu Olsztyna, Olsztynka i Ostródy nadszedł czas na część mrągowską. Tu zaplanowałem 4 noclegi, począwszy od 11 lipca 2025. Pogoda nadal taka sobie, o pływaniu w jeziorze nie ma mowy, ale inne plany zrealizowałem. To moja pierwsza wizyta na Mazurach (wreszcie!).

Pomimo miłego pobytu najpierw będzie nieciekawe wprowadzenie, co może zaskoczyć.

Autobus relacji Olsztyn – Kętrzyn firmy ExpressBus zatrzymywał się na przystanku przy ul. Curie-Skłodowskiej. Ta atrapa dworca pełniła rolę postoju – uwaga – także dla linii międzypaństwowej Flixbusa, a krajowych międzymiastowych też trochę było, więc dojechać można. Właściwy dworzec również istniał, lecz to był sam plac z paroma dziurawymi wiatami (woda na siedzeniu), na którym zatrzymywało się mało co, w tym Polonus (galeria na dole strony). Ta firma zawiozła mnie 15 lipca, po pobycie, do Warszawy, skąd podróż do Kalisza kontynuowałem pociągiem. Żadnej dworcowej infrastruktury pasażerskiej: WC, poczekalnia i kasy to w Mrągowie nieznane luksusy. Sami mieszkańcy mieli tego dość.

To jeszcze nic. Przy ul. Kolejowej oprócz dworca autobusowego był też zupełnie nieczynny kolejowy. Czy to miejsce odwiedziła już ekipa programu „Porzucone budowle” emitowanego w Telewizji WP? Tylko widoczne przez okno dawne kasy świadczyły, że to coś było kiedyś dworcem. Najwyraźniej pociąg pasażerski (towarowego też nie widziałem, więc nie wiem, czy w ogóle cokolwiek jeździło) był tu egzotycznym pojazdem. Oby moje informacje z 2025 roku jak najszybciej się zdezaktualizowały. Czytałem, że były plany rewitalizacji linii. Przecież oprócz turystów tu mieszkają ludzie. Z powodu niedocierania kolei rozważałem wybór innej miejscowości, np. Pisza lub Rucianego-Nidy, ale uznałem, że mimo wszystko tu będzie ciekawiej i na pierwszy raz warto przyjechać.

Oprócz samego pobytu na miejscu, Mrągowo posłużyło mi jako miejsce wypadowe do Mikołajek, bo właśnie stamtąd są rejsy na Śniardwy. Wyprawa ta stała pod znakiem zapytania, o czym już napisałem we wpisie wprowadzającym. Do nieodległej miejscowości kolej również nie docierała, więc skorzystałem z usług firmy Faster. Inne busy też jeździły, ale w ogóle nie było kursów niedzielnych!!! Również bezpłatna komunikacja miejska w Mrągowie nie działała w siódmy dzień tygodnia, w soboty parę kursów, a od poniedziałku do piątku funkcjonowało 5 linii. Tu już trochę kursów było, choć bez szału, lecz cieszyły się dużym powodzeniem.

Szkoda, że podczas mojego pobytu tak wyglądał stan komunikacji w Mrągowie. Przecież tu jest co oglądać, nawet jak temperatura nie pozwala na plażowanie. W odróżnieniu od olsztyńskiej części urlopu, która obfitowała w zabytki i muzea, ta była bardziej przyrodnicza, co nie znaczy, że nie ma zupełnie obiektów do zwiedzania.

Po zakwaterowaniu postanowiłem odwiedzić na początek miejsce oddalone od centrum, a mianowicie Muzeum Sprzętu Wojskowego. Nie wiedzieć czemu, komunikacja miejska… pomijała je, bo jeden kurs dziennie, do tego o godzinie niepasującej do czasu otwarcia placówki to jakiś żart. Idziemy więc ulicami: Curie-Skłodowskiej za przejazd kolejowy, jeśli kolejowym można go było jeszcze nazwać, za nim pojawia się Olsztyńska, ale z niej od razu skręcamy w lewo w Lubelską, a później w prawo w Przemysłową, by po ujrzeniu drogowskazu w lewo udać się uliczką prowadzącą do naszego celu.

Tu można spędzić sporo czasu. Widać, że obiekt został stworzony z pasją. Pojazdów, nie tylko wojskowych, ale i strażackich czy policyjnych, mnóstwo, czasami aż tak gęsto ustawionych, że między wszystkie nie można wejść. Była i niewielka wieża widokowa, więc zdjęcia zrobi się z różnej perspektywy. Nie skorzystałem jedynie z przejażdżek za 100 zł. Podobały mi się za to humorystyczne znaki, np. nakaz fotografowania. Chociaż tu jest normalność w tej kwestii. Sam wstęp kosztował 30 zł, więc w sam raz.

Najciekawsza część miasta to ul. Warszawska i okolice. Załóżmy, że wróciliśmy ze wspomnianego muzeum na rondo, które łączy ul. Curie-Skłodowskiej m.in. z Warszawską. Posuwając się na północ zobaczymy: Pomnik Zwycięstwa zwany Pomnikiem Rocha, budynek mieszczący m.in. Bibliotekę Miejską im. Wacława Gołowicza oraz Mrągowskie Centrum Kultury, Jezioro Magistrackie (powiedziałbym, że to staw, bo dość małe, ale miło tam przysiąść), aż kontynuacją też trasy będzie ul. Ratuszowa. Przechodzi ona przez plac Kajki i prowadzi pod ratusz będący m.in. siedzibą oddziału Muzeum Warmii i Mazur.

Ten obiekt znajduje się po lewej stronie, a po prawej przy ul. Kościelnej mamy kościół ewangelicko-augsburski przy ul. Kościelnej (obok Koinonia – miejsce moich noclegów – nie jestem ewangelikiem, ale to nie jest warunkiem koniecznym), skwer im. Jana Pawła II i pomnik papieża, a przy pobliskiej ul. F. D. Roosevelta cerkiew prawosławną pw. Przemienienia Pańskiego.

Pójdźmy teraz na północ od ratusza ul. Królewiecką. Dojdziemy do kościoła pw. św. Wojciecha.

Teraz przeskoczmy z powrotem pod Jezioro Magistrackie. Przechodzimy przez ulicę Mrongowiusza do Spacerowej, którą idziemy pod górę. Oto wspaniały cel. W Parku im. gen. Władysława Sikorskiego mamy Wieżę Bismarcka. Dostałem tam porządną lornetkę. Nie tylko widoki są atrakcją, ale i wystawy. W poprzednim miesiącu byłem na Wieży Bismarcka na Dolnym Śląsku, teraz na Mazurach.

Skoro to Mazury, to trzeba napisać coś o miejscach rozrywki, nawet jeśli kontakt z wodą ograniczył się do zanurzenia nóg przy brzegu, bo pogoda nie pozwoliła na więcej. O ile z transportem drogowym i szynowym było krucho, to wodny zrobił dobre wrażenie. Takie atrakcje jak godzinne rejsy statkiem „Feniks” oraz możliwość przepłynięcia na drugi brzeg jeziora Czos tramwajem wodnym przypadły mi do gustu.

Mamy dużo dróg spacerowych nad jeziorem Czos. Zachodnim brzegiem od molo, które jest przystankiem dla pojazdów wodnych, w kierunku południowym dojdziemy do plaży i wieży widokowej. Stamtąd jest też blisko do kościoła pw. św. Rafała Kalinowskiego. Z kolei idąc od molo na północ zobaczymy ciekawe przyrodniczo tereny, obejdziemy kraniec jeziora, przetniemy wypływającą z niego rzekę Dajnę i dojdziemy do większej niż po zachodniej stronie plaży miejskiej. W pobliżu również znajduje się przystań, dokąd docierają wspomniane tramwaje wodne.

Idąc dalej przejdziemy obok amfiteatru do Źródełka Miłości. Zdjęcia coś mi nie wyszły za dobrze, lepiej poszło z filmem. Strumyk jest króciutki – ledwo co wypływa, to po paru metrach wpada do Czosu.

Wracając, w pobliżu Dajny polecam zgodnie z drogowskazami oddalić się od jeziora i pójść do Miasteczka Westernowego Mrongoville. Sam wstęp był bezpłatny, ponoć odbywają się tam jakieś zajęcia dla grup. Do niektórych budynków można wejść, są w nich wystawy.

W Mrągowie jest więcej jezior, np. Juno i Sołtyskie (Sołtysko), lecz z punktu widzenia masowej turystyki liczy się Czos, ono ma odpowiednią infrastrukturę brzegową. Widziałem pojedyncze sprzęty pływające po Junie, Sołtyskie wyglądało na jeszcze bardziej dzikie.

Zdjęcie kościoła pw. Matki Bożej Saletyńskiej przy ul. Słonecznej wykonałem z wieży widokowej przy jeziorze (mam też fotki zrobione podczas rejsu), a kościoła pw. bł. Honorata Koźmińskiego przy Olsztyńskiej z Wieży Bismarcka. Nie byłem bezpośrednio przy nich.

Czas zwiedzania: min. 2 dni, ja miałem 2 pełne i 2 niepełne, więc można powiedzieć, że w sumie 3.