Majków – dzielnica Kalisza?

28 września 2018 – jadę służbowo na kaliskie osiedle Majków. Jak zwykle obawa, czy wieczorem będzie czym wrócić. Niestety uzasadniona.

Obsługuję imprezę – prelegentem jest rowerzysta mający na koncie wyprawę do Wielkiej Brytanii. Ja przyjechałem do biblioteki autobusem – rowerem nie mógłbym z uwagi na służbowy laptop.

Zawsze podczas odbywających się tam (zazwyczaj całkiem udanych) imprez, jest loteria: trafię na powrotny autobus – jedyny na godzinę – czy nie? Różnie to bywa. Tym razem nie udało się. Który to już raz? Po zdemontowaniu sprzętu była godz. 20.10, najbliższa 19-ka dopiero za 45 min. O linii 22 jadącej bezpośrednio na moje os. Korczak szkoda gadać – ostatni pojazd odjechał o… 18.52.

Co zrobić – wolę jeździć autobusem niż korzystać z podwożenia, ale nie mam zamiaru siedzieć na przystanku tyle czasu, przez ile zaszedłbym pieszo. Osoba podwożąca znacznie wydłuża trasę, aby zahaczyć o moją ulicę. Gdyby nie ona, na kolację dotarłbym dużo później.

Już parę razy miałem nocne koszmary: wychodzę z pałacyku na Majkowie na przystanek i nie mam czym wrócić do domu. Niestety tym razem znowu to nie sen, lecz prawda.

Mam wrażenie, że Majków jest odcięty od Kalisza, choć od dawna znajduje się w jego granicach. Wystosowałem do Miejskiego Zarządu Dróg i Komunikacji  – nie robiąc sobie wielkich nadziei – następujące pismo:

Szanowni Państwo

Zwracam się z prośbą o przyjrzenie się komunikacji z osiedlem Majków i usprawnienie jej, zwłaszcza w godzinach wieczornych.

Zdarza się, że obsługuję służbowo przy ul. Tuwima spotkania kulturalne w bibliotece (odbywają się nieregularnie). Zawsze gdy tam jadę, mam obawy, czy będzie czym wrócić. Gdy trafiam na kurs powrotny, korzystam z niego (najbardziej pasuje mi linia 22 na Dobrzecką, ostatecznie z linii 19 z Podmiejskiej raz kiedyś też można dojść). Niestety nieraz zdarzało się, że musiałem skorzystać z odwiezienia mnie przez kogoś, gdyż do najbliższego autobusu było np. 30 – 40 minut. Kolejna taka sytuacja miała miejsce w dniu 28 września 2018. Wyszedłem o 20.10 – najbliższy kurs był za 45 min.

Problem zaczyna się już po godz. 18-tej – mnie dotyczy zazwyczaj pom. 18 a 20, choć tym razem zdarzyło się nawet nieco później. Odstępy pomiędzy kursami sięgają ok. 50 – 60 min.

To dziwne, że tak duże osiedle ma tak słabą komunikację. Nie jest ono otoczone innym, lepiej skomunikowanym osiedlem, dokąd można by dojść kawałek i dalej jechać, co sprawia wrażenie jego odcięcia od reszty miasta. Wielkość i zaludnienie Majkowa przemawiają za tym, że minimalna częstotliwość do godz. 20-tej powinna wynosić co najmniej 20 min., na którą składałoby się łącznie kilka linii; po 20-tej chociaż co pół godziny. Przy takiej częstotliwości jak obecnie, nawet darmowa komunikacja może nie być atrakcyjna, skoro i tak prawie nic nie jeździ (opisane tu zdarzenie było już po promocji z bezpłatnymi przejazdami). Ja jeżdżę tam okazjonalnie, a co mają powiedzieć mieszkańcy? Nie da się namawiać do korzystania z komunikacji miejskiej, której praktycznie nie ma.

Dlaczego np. Winiary zasługują na nieco lepszą komunikację, a Majków (i kilka innych dużych osiedli) już nie?

Mam bilet okresowy, którego możliwości nie mogę w pełni wykorzystać.

Przy okazji mam prośbę, aby akcje w postaci dni darmowych przejazdów ogłaszać z wyprzedzeniem, a nie dopiero wtedy, gdy ludzie zdążą już kupić bilety miesięczne.

Jeśli dostanę odpowiedź, opublikuję ją tu.

Aktualizacja 15.10.2018: mam odpowiedź – oto najistotniejszy fragment:

Informujemy, że wprowadzenie dodatkowych kursów komunikacji miejskiej wymaga poniesienia kosztów związanych ze zwiększeniem rekompensaty wypłacanej Kaliskim Liniom Autobusowym sp. z o.o. za realizację usługi transportowej, na które w roku bieżącym, ze względu na inne ważne wydatki na komunikację miejską, nie ma środków w budżecie Miasta.

Zawiadamiamy także, że w przyszrym roku planowane są do wykonania badania struktury i popytu kaliskiej komunikacji miejskiej, na podstawie których podjęta zostanie decyzja o ewentualnej modyfikacji przebiegu linii komunikacyjnych i wprowadzeniu zmian w rozkładzie jazdy autobusów.

Jak widać, cudu nie było, a jedynie promyk nadziei. Oby na spełnienie zapowiedzi nie trzeba było czekać tak długo, jak na autobusy na Serbinowskiej, o których coś ostatnio zapomniano.