Leszno

(woj. wielkopolskie, pow. Leszno)

Leszno - herb

Leszno zwiedziłem w dniu 20 sierpnia 2010 roku. Przyjechałem niezapomnianym, „świętej pamięci” autobusem PKS relacji Kalisz – Zielona Góra przez Jarocin (aż trudno uwierzyć, że później tę linię zlikwidowano), a odjechałem szynobusem przez Krotoszyn do Ostrowa Wielkopolskiego i dalej pociągiem do Kalisza. Miasto posiada ponadto połączenia kolejowe m.in. z Wrocławiem i Poznaniem, a także z bardziej oddalonymi miejscowościami, zatem mimo odległości od większych ośrodków wcale nie jest tu trudno dotrzeć.

Miejscowy przewoźnik to Miejski Zakład Komunikacji. Podczas mojej wizyty autobusy MZK miały skromne rozkłady, zatem przed przyjazdem radzę zapoznać się z nimi w Internecie, aby ułatwić sobie wykorzystanie czasu. Czym innym jest zwiedzanie dużego miasta, gdzie wystarczy stanąć na przystanku i nawet nie zawsze się zdąży przeczytać rozkład, bo pojazd już nadjeżdża, a czym innym miasta kilkudziesięciotysięcznego. Absolutnie nie polecam zwiedzać Leszna w soboty i niedziele, gdyż liczba kursów MZK była znikoma, a z uwagi na tutejsze odległości autobus przyda się czasem (chyba że kogoś interesuje tylko centrum).

Zwiedzanie zaczynamy od dworca autobusowego przy ulicy Towarowej lub kolejowego przy Dworcowej. Tu znajdziemy także Dom Kultury Kolejarza (fotografia nie wygląda najciekawiej, ale akurat tego dnia tak właśnie wyglądało to miejsce). Biegnąca na wschód Słowiańska prowadzi na sam Rynek, ale warto skręcić nieco na południe. Przy Nowym Rynku znajdziemy dom Stanisława Grochowiaka – patrona Miejskiej Biblioteki Publicznej. Wchodząc w jedną z uliczek prowadzących na wschód, możemy sfotografować kościół pw. Świętego Krzyża, znajdujący się po drugiej stronie Alei Zygmunta Krasińskiego. Nieco na północ, przy skrzyżowaniu Krasińskiego ze Słowiańską, zobaczymy ładny budynek poczty.

Wracamy pod kościół. Idąc kawałek na wschód, dotrzemy do Muzeum Okręgowego przy placu Jana Metziga.

Wnętrza szczególnie spodobają się miłośnikom malarstwa. Podczas mojej wizyty można było ponadto obejrzeć m.in. wystawę czasową o wojnie polsko-bolszewickiej. Warto także podkreślić bardzo ładne bilety z tej placówki. Niejedno bardziej znane muzeum daje jedynie wydruk z kasy fiskalnej, który blaknie i nie ma zbyt dużej wartości kolekcjonerskiej.

Sam plac też robi dobre wrażenie. Po wykonaniu kilku zdjęć kierujemy się ulicą Szkolną w kierunku ul. Bolesława Chrobrego. Tu znajdujemy kolejny ciekawy obiekt – kościół pw. św. Jana Chrzciciela. Idąc ulicami Świętojańską, Leszczyńskich i Kościelną, widzimy następny kościół – pw. św. Mikołaja. Jest on dosyć trudny do sfotografowania z uwagi na wąskie uliczki, jakie go otaczają.

Osiągamy Rynek i ratusz. Po zwiedzeniu tego miejsca i spacerze po kilku małych pobliskich uliczkach, opuszczamy Rynek ulicą Gabriela Narutowicza. Celem do zwiedzenia od środka jest Galeria Sztuki Muzeum Okręgowego mieszcząca się w dawnej synagodze. Przy tej samej ulicy możemy sfotografować Centrum Kultury i Sztuki oraz dawną siedzibę Fabryki Pomp.

Idąc na zachód ulicą Marcinkowskiego przejdziemy obok Państwowej Szkoły Muzycznej (znajduje się ona pomiędzy Marcinkowskiego a Wałową). Na Przemysłowej znajdziemy ciekawy budynek Gazowni. Przy ul. Ignacego Paderewskiego położony jest kościół ewangelicko-augsburski.

W centrum jeszcze można by zajrzeć na ul. Bolesława Chrobrego, gdzie ma siedzibę Biblioteka Główna Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Stanisława Grochowiaka, niestety pominąłem ją.

Ciekawym miejscem jest plac Tadeusza Kościuszki. Po jego wschodniej stronie widać pałac Sułkowskich, pełniący rolę m.in. Starostwa Powiatowego i Delegatury Wielkopolskiego Urzędu Wojewódzkiego.

Z placu możemy odjechać autobusem (podczas mojej wizyty linią 1) na osiedle Gronowo, gdzie idąc ulicą Łowiecką zobaczymy kościół pw. św. Maksymiliana Marii Kolbego (konkretnie znajduje się on przy ul. Barbary Jeziorkowskiej).

Z ulicy Gronowskiej linia 1 zawiozła mnie na przeciwległe osiedle Zaborowo. Sam Rynek Zaborowski nie jest może miejscem, dla którego specjalnie przyjeżdżałbym tu (co wcale nie znaczy, że jest miejscem nieprzyjemnym), ale niedaleko – przy ulicy Czarnoleskiej – znajduje się kościół pw. Najświętszej Marii Panny Wniebowziętej.

Po jego sfotografowaniu można by pójść ul. Okrężną do Parku Tysiąclecia, później do Ronda Sybiraków i al. Konstytucji 3 Maja, z której niedaleko byłoby do kościoła pw. św. Kazimierza (tak miała wyglądać moja dalsza wędrówka, ale na to nie starczyło mi czasu). Patrząc na plan miasta widać, że kierując się na północ aleją, przy zbiegu z ul. Kąkolewską położony jest kościół św. Antoniego. Idąc na zachód ul. Niepodległości, a następnie skręcając na Rondzie Solidarności na południe w ul. Jarosława Dąbrowskiego, dotrzemy do Sądu Rejonowego (ten obiekt zobaczyłem, ale dotarłem krótszą drogą).

Ogólne wrażenie jakie Leszno robi na przyjezdnym, to podobieństwo centrum do Kalisza i Ostrowa Wielkopolskiego. Ratusz nieco przypomina obiekt w Kaliszu, a ulica Słowiańska to deptak biegnący od Rynku do dworców, będący odpowiednikiem ostrowskiej Kolejowej. Nowy Rynek, podobnie jak posiadający tę samą nazwę plac w Kaliszu, okazał się targowiskiem.

Czas zwiedzania: min. 1 dzień. 6 godzin, które przeznaczyłem na ten cel, okazało się czasem niewystarczającym.