W Polsce głównymi organizatorami gminnych, powiatowych czy międzypowiatowych linii przewozowych są lokalne samorządy. Wydawać by się mogło, że to ich urzędnicy najlepiej wiedzą, jakie są potrzeby komunikacyjne mieszkańców. Często jednak podejmowane decyzje zaprzeczają tej tezie. Ustawodawcy może chcieli dobrze, ale bez dobrej woli regionalnych jednostek system zgrzyta.
Są pozytywne przykłady takie jak komunikacje zorganizowane przez Zarząd Transportu Miejskiego w Poznaniu czy Metropolitalny Związek Komunikacyjny Zatoki Gdańskiej. W ramach jednego biletu podróżni mają do dyspozycji połączenia wielu przewoźników na całkiem sporym obszarze. Z Poznania dojedziemy m.in. do Kórnika i Szreniawy, a nad morzem np. z Gdańska do Wejherowa, z możliwością poruszania się komunikacjami tych miast. Gdyby wszędzie tak było, to byłby luksus.
Niestety często lokalne samorządy nie umieją stworzyć takiej sieci połączeń. Oto główne wady powierzenia im prowadzenia linii komunikacyjnych:
- samorządy nie zawsze umieją się porozumieć, nieraz linia kończy się w przysłowiowym polu, aby nie wjechać na terytorium sąsiada,
- bywa, że linia nie wjeżdża ani nie zatrzymuje się obok znaczącej miejscowości tuż obok drogi, np. PKS Konin na linii do Kalisza nie obsługuje Stawiszyna,
- problemy z dostępem do przystanków przez przewoźników sąsiada, np. podmiejski bus w mieście mało gdzie zatrzymuje się, trudno z niego skorzystać; jakby istnienie linii było istotniejsze niż jej użyteczność – przecież jeździ, czego się czepiacie? – w Kaliszu Euromatpol do niedawna w ogóle nie zatrzymywał się na ul. Dobrzeckiej, św. Michała i Wrocławskiej, dopiero niedawno to się zmieniło, wreszcie coś drgnęło, ale np. Pleszewskim Liniom Autobusowym Kalisz bardzo udziwnił trasę na swoim obszarze,
- brak integracji taryfowej z komunikacją sąsiedniej gminy, z którą linie obu samorządów terytorialnie zazębiają się,
- organizowanie linii międzygminnej lub międzypowiatowej tylko przez jeden samorząd położony na jej trasie sprawia, że układa on rozkład jazdy pod swoich mieszkańców; to naturalne z jego punktu widzenia, ale marnuje się potencjał linii,
- większe miasto nie bierze na siebie wystarczającej odpowiedzialności za podróże swoich mieszkańców i komunikację wówczas organizują mniejsze samorządy, jakby one miały obowiązek samodzielnie to robić, a do tego napotykają na powyższe problemy. Pomiędzy Kaliszem a Pleszewem kiedyś kursowały kaliskie pojazdy, później z obu stron, a w chwili publikacji tego artykułu wyłącznie pleszewskie. Analogicznie na trasie Kalisz – Ostrów Wielkopolski, choć tu dodano kilka pociągów, ale nie wszędzie po drodze jest dostęp do torów i stacji.
Najbardziej zasadne jest więc pozostawienie w gestii samorządów dowozów do szkół, ewentualnie linii o bardzo lokalnym znaczeniu, tzn. minimalnym zasięgu terytorialnym. Im większe znaczenie linii, tym bardziej przydałby się jakiś koordynator w postaci krajowego zarządu transportu z lokalnymi oddziałami.
Fakt, że propozycja wprowadzenia minimalnych standardów kursowania spotkała się z dezaprobatą samorządów, mówi sam za siebie. Oto fragment odpowiedzi, jaką dostałem w 2023 r. z Departamentu Transportu Drogowego Ministerstwa Infrastruktury:
Odnosząc się natomiast to sprawy ustanowienia minimalnej liczby połączeń pomiędzy stolicami sąsiednich gmin i powiatów, należy wskazać, że w ramach prac związanych z opracowaniem projektu nowelizacji ustawy o publicznym transporcie zbiorowym, rozważano wprowadzenie rozwiązań dotyczących określenia minimalnych standardów
komunikacyjnych na poziomie gminnym, powiatowym i wojewódzkim.Proponowane rozwiązania, uwzględniające propozycje zgłaszane podczas konsultacji publicznych budziły jednak wątpliwości i zastrzeżenia ze strony adresatów tych przepisów, którzy wskazywali niejednokrotnie, że standardy te powinny być indywidualnie ustalane przez samorządy i dopasowane do specyfiki każdego z obszarów administracyjnych zarządzanych przez te jednostki. Ze względu na rozbieżne podejście do tego zagadnienia przez jednostki samorządu terytorialnego i brak możliwości uregulowania tej materii, w sposób który zostałby zaakceptowany przez wszystkich zainteresowanych, odstąpiono od uregulowania tej sprawy na poziomie ustawy.
No tak, oczywiście nie w smak im to było. Odstąpienie to najgorsze, co można było zrobić. Ja powiedziałbym im: proszę Państwa, jakieś standardy i tak będą wprowadzone, macie teraz okazję, żeby mieć wpływ na ich kształt. Jak się nie dogadacie, to będą wprowadzone odgórnie.
Wiele osób nie rozumie, jaką rolę powinny spełniać linie podmiejskie. Ludzie ci piszą na portalach komentarze pod adresem mieszkańców mniejszych miejscowości, żeby ci zwrócili się do swoich gmin, aby te zorganizowały komunikację. Jest to postulat niedorzeczny, a do tego wbrew interesom własnego miasta, bowiem:
- miastowi w jakimś stopniu też podróżują poza miasto – ja np. na grzyby czy na jagody,
- podróżując w inne regiony, np. turystycznie, raczej nie interesuje nas, która gmina zorganizowała lokalne połączenia, po prostu mają one być,
- będąc klientami jakiejkolwiek firmy, nie obchodzi nas organizacja jej pracy, chyba że to okazjonalne drzwi otwarte; to nie jest problem pasażera na przystanku, on chce po prostu dojechać i nie musi się znać na przepisach ustawy o transporcie.
Podsumowując: linia ma służyć mieszkańcom wszystkich miejscowości na trasie oraz przyjezdnym, a nie tylko mieszkańcom jednostki samorządu terytorialnego zarządzającej linią. Tymczasem podróżny może odnosić wrażenie, że samorządy bardziej dbają o interes swoich przewoźników niż interes pasażerów.
Osoby niekorzystające z takich linii jako argument przeciw ich finansowaniu wysuwają brak zainteresowania mieszkańców sprawami sąsiedniej miejscowości. Tymczasem zainteresowanie codziennymi sprawami rzadko jest motywem podróży, zazwyczaj przemieszczamy się w celach rodzinnych, służbowych, zdrowotnych czy turystycznych. Przed jazdą zazwyczaj nie sprawdzam, kto jest prezydentem lub burmistrzem odwiedzanego przeze mnie miasta albo jak tam się żyje, więc to żaden argument. Przykładowo: w Karpaczu zaskoczył mnie deptak w remoncie, za to miałem zanotowane godziny otwarcia miejsc kulturalno-rozrywkowych, bo to akurat sprawdziłem, uznając za bardziej priorytetowe informacje dla podróżnego.
Najbardziej przykre jest zaś to, że wiele osób bagatelizuje problem wykluczenia komunikacyjnego. Oto fragment komentarza pod jednym z moich artykułów:
(…) To są jaja, że nie masz auta chłopie. Ale daremny wpis… hahaha
Człowieku, jak ci się zepsuje auto albo będziesz kiedyś niezdolny do jego prowadzenia, to zobaczysz, jak to miło prosić całą rodzinę, żeby ktoś cię łaskawie zawiózł!
