Chcesz jeździć za darmo? Zapłać tysiąc złotych!

Od dziś rezygnuję z tzw. darmowych przejazdów Kaliskimi Liniami Autobusowymi. Mimo że jestem Kaliszaninem i mam smartfon, wracam do kasowania biletów.

Ta decyzja Miasta wzbudziła kontrowersje. Karta jest już kartą z nazwy, bowiem istnieje wyłącznie w wersji mobilnej. Nie tylko nie wydaje się plastikowych Kaliskich Kart Mieszkańca, ale i odmówiono mi przedłużenia ważności już posiadanej. Począwszy od 5 września 2026 r. jest ona tylko materiałem kolekcjonerskim (każda może mieć inną datę ważności, więc będą wygaszane stopniowo). Minął miesiąc od złożenia skargi do Urzędu Miasta, wciąż nie otrzymałem odpowiedzi.

Po pierwsze: skorzystanie z usługi „darmowych” przejazdów autobusami KLA jest teraz uzależnione od zakupu przez pasażera smartfona, urządzenia, które na dodatek nie jest tanie. Owszem, wiele osób je posiada, ale nie powinno się nikogo zmuszać.

Po drugie: z doświadczenia wiem, że smartfon, zwłaszcza kilkuletni, jest urządzeniem zawodnym. Może się rozładować lub zawiesić, a to skutkowałoby nieprzyjemnościami podczas kontroli biletów. Dlatego właśnie nie chcę się denerwować i wolę kasować bilet. Na starszych modelach nie wszystkie aplikacje da się zainstalować, a są ludzie (nie ja), którzy mają zwykły telefon, a nie smartfon. Karta zaś się nie rozładuje, bo nie działa na baterie.

Obecne przepisy są więc krzywdzące dla Kaliszan. Przypomnę, co działo się po wycofaniu papierowych biletów. Kolejki do kierowców były tak długie, że bilety trzeba było przywrócić. Samo wprowadzenie systemu kart w Kaliszu było kilkanaście lat przedwczesne, bo w tym czasie kierowcy musieli ręcznie przełączać przejechane przystanki, a nie zawsze dawali radę, więc były nieprawidłowe opłaty. Ale Kalisz chciał być pierwszy, no i wprowadził system o niskiej funkcjonalności.

W czasach, kiedy dąży się do dostępności usług (stron internetowych, obiektów), mamy tu do czynienia z działaniem odwrotnym, a więc wykluczającym. Nowinki techniczne powinny być czymś „oprócz”, a nie „zamiast”. Bank nie zmusza mnie do nich, bo plastikowych kart nie wycofuje, a tu proszę!

Jeśli plastikowe karty mieszkańca zostaną przywrócone, to wyciągnę swoją i znów będę z niej korzystał, a także zaktualizuję ten wpis.

 

Aktualizacja – 13 września 2026

W Telewizji Kalisz wiceprezydent Mateusz Podsadny jako rozwiązanie dla osób bez smartfonów przedstawia możliwość wydrukowania karty (czas w filmie: 2:49):

Jest to jakieś wyjście, ale pozostają wątpliwości:

  1. Dlaczego do tej pory taka informacja nie pojawiała się w oficjalnych komunikatach, np. na stronie Miasta? W punkcie na dworcu też nie powiedziano mi o tym. Jaka więc jest gwarancja, że kontroler uzna wydrukowany świstek za ważny dokument? Mam mówić, że wiceprezydent tak kazał? To musi być ujęte w przepisach.
  2. Czy wydrukowana karta będzie zawierała kod uwiarygadniający jej autentyczność? Samą datę ważności to można nanieść sobie Gimpem albo sztuczną inteligencją.
  3. Co z osobami, do których ja nie należę, nieposiadającymi w ogóle komputerów i drukarek? Jest przecież obowiązek zapewnienia dostępności. Alternatywą byłoby wykonanie tej usługi w punkcie na dworcu. To tak jak z biletami kolejowymi – mogę kupić w domu, ale mogę w kasie.